Józefina Szelińska – Juna

autor: Anna Kaszuba-Dębska, 2012


Urodzona w roku 1905 w Brzeżanach w województwie tarnopolskim. Córka adwokata Zygmunta Szelińskiego i matki Heleny. Rodzice przechodzą na katolicyzm i zmieniają nazwisko z Schrenzel na Szeliński. Dzieciństwo spędza w rodzinnym domu w Janowie. Do gimnazjum uczęszcza we Lwowie i tam podejmuje studia humanistyczne z zakresu historii sztuki na Uniwersytecie Lwowskim na Wydziale Polonistyki u profesora Juliusza Kleinera, uzyskując w roku 1929 tytuł doktora filozofii. 1 września 1930 roku rozpoczyna pracę w Prywatnym Seminarium Nauczycielskim Żeńskim w Drohobyczu i w II Prywatnym Gimnazjum Koedukacyjnym imienia Henryka Sienkiewicza. Ze wspomnień Alfreda Shreyera, którego uczy wynika, że jest nauczycielką bardzo opiekuńczą, serdeczną o matczynych cechach, często przytula swych podopiecznych i głaska ich po głowie. Przyjaźni się w Drohobyczu ze Stefanią Czarnecką. Z czasów studiów lwowskich zawiązuje znajomość między innymi z tłumaczem literatury niemieckiej profesorem Arnoldem Speatem, sama dokonuje prób translatorskich. W czasie pobytu w Drohobyczu w 1932 lub z początkiem 1933 roku poznaje za pośrednictwem kolegi z pracy – Aleksandra Kuszczaka, nauczyciela i malarza Brunona Schulza, który prosi Józefinę o pozowanie do portretu. Podczas sesji rysunkowych rodzi się uczucie i głęboka nić intelektualnego porozumienia pomiędzy nimi. Bruno wykonuje liczne portrety Juny, ołówkiem i pastelami. Józefina po latach wspomina: Wkrótce potem odwiedził mnie Schulz. Zupełnie nic o nim nie wiedziałam. Dopiero potem obejrzałam jego roztańczone pary, zdobiące aule gimnazjum, a we Lwowie w muzeum dwa obrazy: autoportret i kompozycję figuralną (…) Na pierwszej wizycie zrobił na mnie wrażenie człowieka bardzo młodego, młodszego ode mnie – a miałam wówczas 27 lat i byłam zdumiona, gdy przyznał się do 41 lat. Nie chciałam wprost uwierzyć. Odtąd zaczęły się seanse, na których często odkładał pastele i rozmawialiśmy. Przyznał się nieśmiało, że ma wydać książkę, że protektorką jest Zofia Nałkowska. Przynosił Rilkego, czytał niektóre jego wiersze niezapomnianym, sugestywnym, tajemniczo dalekim od wszelkiego recytatorstwa głosem (…) Te seanse u mnie a następnie nasze spacery na łąki za domem, do lasu brzozowego całego w wiośnie, dały mi przedsmak cudowności, niepowtarzalnych przeżyć, które tak rzadko w życiu się trafiają. Był to sam ekstrakt poezji (….) Odnajdował w każdym człowieku jakieś podobieństwo do zwierząt. – A jakie zwierzę ja przypominam? – zapytałam ciekawie. – Pani – Antylopę. A pan? – Psa.
Wysoka i szczupła, elegancka z czarnym kokiem, z dużymi dłońmi i długimi nogami, o niebanalnym intelekcie i dużej inteligencji, otacza Bruna ciepłem i stwarza poczucie bezpieczeństwa. Sam pisze: Ona, moja narzeczona, stanowi mój udział w życiu, za jej pośrednictwem jestem człowiekiem, a nie tylko lemurem i koboldem. Ona mnie więcej kocha niż ja ją, ale ja jej więcej potrzebuje do życia. Ona mnie odkupiła swoja miłością zatraconego już prawie i przepadłego na rzecz nieludzkich krain, jałowych Hadesów fantazji. Ona mnie przywróciła życiu i doczesności. To jest najbliższy mi człowiek na ziemi.
W 1934 roku Józefina traci pracę w Drohobyczu i zmuszona jest wyjechać do domu rodziców w Janowie. Wówczas rodzi się płomienna i liczna korespondencja listowna pomiędzy nią i Brunem, który w liście do przyjaciela Tadeusza Brezy wspomina: Juna nudzi się w Janowie i tęskni za Warszawą. Piszą do siebie nieustannie, gdy ona spędza czas w domu rodziców, na wakacjach w Jastarni i wówczas, gdy otrzymuje za pomocą jego przyjaciela Tadeusza Szturm de Szterma upragnioną posadę w Warszawie, choć nie spełniającą jej zawodowych ambicji.
Pracuje w Głównym Urzędzie Statystycznym. Praca ta umożliwić ma narzeczonym zamieszkanie razem. Podejmują próbę zalegalizowania związku. W 1935 spędzają wakacje w Zakopanem obracając się w środowisku artystyczno-literackim, widują się z Witkacym, Gombrowiczem, Wittlinem na Harendzie u Marii Kasprowiczowej. Bruno zaręcza się Juną i występuje dla narzeczonej katoliczki z Gminy Żydowskiej 8 lutego 1936 roku. Nie przyjmuje jednak chrztu. Próbuje załatwić ślub cywilny w Katowicach, gdzie prawo jest bardziej liberalne i można zawierać związki międzywyznaniowe, ale potrzebuje czasowego zameldowania na Śląsku, czego niestety nie udaje się przeprowadzić. Wspólnie pracują nad tłumaczeniem Franza Kafki na język polski i w rezultacie książka zostaje wydana nakładem wydawnictwa Rój, ale z pominięciem nazwiska Juny w tłumaczeniu.
Wspólnie czas spędzają rzadko. Czasem na wycieczkach do Zakopanego, czasem na krótkich urlopach Schulza w Warszawie. Juna z tego powodu popada w stany depresyjne i zaczynają się nieporozumienia pomiędzy nimi, Bruno pisze do Brezów: Ona jest pełna hipochondrii i niesłusznych obaw. On musi podjąć decyzję o przeprowadzce do Warszawy, czego nie potrafi uczynić nierozerwalnie zżyty z Drohobyczem. Junie zależy na wspólnym życiu w stolicy, podejmuje pracę nie na jej możliwości psychiczne, biurową, mechaniczną, zabójczą w swej nudzie, ale dająca materialne ugruntowanie dla ich obojga. Bruno swoje niezdecydowanie tłumaczy utrzymaniem chorej siostry, jej syna i kuzynki.
W końcu Juna nie wytrzymując takiego stanu rzeczy z początkiem roku 1937 popełnia próbę samobójczą połykając dużą porcję proszków nasennych. Na szczęście udaje się ją odratować. Bruno przyjeżdża do Warszawy i opiekuje się nią. Po wyjściu ze szpitala Juna opuszcza Warszawę i udaje się na rekonwalescencję do domu rodzinnego w Janowie. Jest to koniec planowania małżeństwa i narzeczeństwa pomiędzy nimi. Rozstają się na zawsze.
W okresie okupacji Józefina daje lekcje polskiego na tajnych kompletach w Warszawie, potem ukrywa się w Laskach. Po wojnie samotna osiada na północy kraju, jak najdalej od Drohobycza.