Egga van Haardt

autor: Anna Kaszuba-Dębska, 2012

Urodzona 2 listopada 1912 roku we Lwowie według napisu na płycie nagrobnej z katolickiego cmentarza na Górze Syjon w Jerozolimie. Sama kreując swój wizerunek medialny twierdzi, że z matki Polki i ojca Holendra, oficera marynarki. Inne źródło, choć dzień i miesiąc pozostają bez zmian, wskazuje Poznań jako miejsce urodzenia Eggi - Elisabeth von Krammer, córki Stanisława i Wiktorii. W kręgach poznańskich mówi się na nią per Frania, czyli Franciszka, a sam mąż Jerzy Kazimierz Brodnicki nazywa ją Ali. W prasie funkcjonuje jako artystka o profesjonalnym brzmieniu - Egga van Haardt. Biorąc pod uwagę różnorakość imion, należy przypuszczać, że posługuje się pseudonimem artystycznym. Ciekawe jest również zagadkowe logo w kształcie pionowej strzały z dwoma przekreśleniami, którym się posługuje. Można je interpretować jako znak heraldyczny. Jeśli tak rzeczywiście jest, to mamy do czynienia ze starym herbowym wyobrażeniem symbolu lisa oznaczającego spryt, przebiegłość i umiejętność wykorzystywania forteli wojennych oraz niezwykłą inteligencję radzenia sobie w sytuacjach niemożliwych do rozstrzygnięcia.
Czy Egga kreując swój wizerunek z symbolem dwukrotnie przekreślonej strzały, którym pieczętuje nie tylko prace, ale też koszule i krawaty, które namiętnie nosi, chce nadać sobie samej i swoim dziełom jakąś szczególną wartość? Może podświadomie pragnie podsunąć odbiorcy jakąś przebiegłą myśl? Może pragnie nie być salamandrą, jak określa ją Bruno Schulz w eseju jej poświęconym? A może jest to znak rodowy, będący identyfikacją przynależności do pewnej szczególnej grupy społecznej?
Około roku 1937 Egga wiąże się z Jerzym Brodnickim, synem Anieli Kierskiej z domu Szafarkiewicz, o pięć lat starszym prokuratorem z Poznania, zamieszkałym przy ulicy Skarbowej. Pod tym samym adresem na Skarbowej 3 w Poznańskiej Książce Telefonicznej z 1939 roku znajdujemy Pensjonat Zofii Kierskiej, spokrewnionej prawdopodobnie z matką Jerzego. Z całą pewnością tu mieści się przedwojenna pracownia malarska Eggi.
Jerzy Brodnicki należy do jednej z najstarszych i największych korporacji sanacyjnych w Poznaniu – Primislavi, założonej jeszcze w jego czasach studenckich w roku 1927 przez grupę młodych ludzi pochodzenia ziemiańskiego. Być może jego nazwisko figuruje wśród założycieli tego ugrupowania. Przez cały okres istnienia, afiliowana przy Uniwersytecie Poznańskim, utrzymuje charakter elitarny zrzeszający młodzież akademicką wyższych klas społecznych. Jest ściśle związana towarzysko z inną poznańską korporacją o charakterze ziemiańskim Corona. Hasło przewodnie ugrupowania to „Vitam Patriae - honorem nemini”, co znaczy „Życie Ojczyźnie - honor nikomu”. Związana z konserwatywną organizacją sanacyjną Myśl Mocarstwowa. Od 1932 roku wchodzi w skład do grupy korporacji, które tworzą ogólnopolski związek międzykorporacyjny o orientacji piłsudczykowskiej - Federację Polskich Korporacji Akademickich.
Czy utytułowany Kazimierz Brodnicki, którego ojciec Witold herbu Łodzia to potomek członków Sejmu Wielkiego, a matka Aniela Szafarkiewicz to ziemianka herbu Prus, wprowadziłby w środowisko tak elitarne, żonę analfabetkę jak określa ją Jerzy Ficowski? A może wzrastając w środowisku o tak ziemiańskich ideałach, wybiera sobie na partnerkę życiową kobietę, cudzoziemkę z odpowiedniej klasy społecznej i z odpowiednimi koneksjami rodzinnymi? A jeśli rzeczywiście zakochuje się do szaleństwa w niepiśmiennej sprzedawczyni papierosów, to może znak strzały nawiązujący do wizerunku staropolskiego herbu, ma dodać ukochanej splendoru i być jej podpisem sygnującym jej dzieła?
Tożsamość Eggi jest trudna do rozszyfrowania. Na terenie województwa poznańskiego w latach 30 XX wieku spotykać można właścicieli ziemskich o nazwisku Hardt, co więcej w roku 1936 w Polskiej Księdze właścicieli kont PKO znajdujemy nazwisko Eryka Hardta zamieszkałego przy ulicy Rymarskiej 10 w Poznaniu, co na pewno świadczy o majętności Hardtów, ale czy Egga należy do tej rodziny, nie wiadomo.
Pozostaje zagadką nie tylko pochodzenie Eggi, ale również autentyczność dzieł sygnowanych podwójnie przekreśloną strzałą. Po jej śmierci autorstwo przypisze sobie mąż prokurator Jerzy van Haardt.
Egga jednak w dużej mierze wydaje się być osoba uzdolnioną i pracowitą, bo jak wytłumaczyć wielość i wielorakość prac, które nieustannie powstają. Czy zajęty pracą zawodową prokurator mógłby sam tyle stworzyć prac?
Według biogramu sporządzonego przez The Jewish National Museum w Jerozolimie w 1944 roku Egga w wieku ośmiu lat podejmuje pierwsze prace rysunkowe i graficzne. W 1925 roku maluje swoje pierwsze akwarele, a w 1931 zajmują ją studia nad rzeźbą i czarno białą grafiką. W roku kolejnym zajmuje się drzeworytem i ceramiką. W istocie jest artystką szalenie płodną, wszechstronną i poszukująca wciąż nowych, awangardowych rozwiązań artystycznych. Swoich sił próbuje jako ilustratorka wykonując czarne papierowe kompozycje wycinankowe inspirowane sztuką afrykańską, co na polskie warunki lat trzydziestych, musi być zauważone jako działanie odważne, świeże i awangardowe. Za pomocą wycinanki ilustruje opowiadanie Brunona Schulza pt. Kometa, nad którym pracuje pod koniec 1937 roku. Jest jedyną artystką, której pisarz, a zarazem rysownik, pozwala zilustrować swoją prozę i jedyną, której poświęca obszerny esej o niej. W styczniu 1938 roku Schulz gości u niej w Poznaniu, pisze: Jestem u bardzo miłych i inteligentnych ludzi. Zapoznaje ją z Witoldem Gombrowiczem: Gombrowiczowi Egga Haardt bardzo się podobała, zamierza kontynuować tę znajomość w Warszawie, zrobiła na nim duże wrażenie. W kwietniu tego roku Aniela Kierska, matka Jerzego ma zawieść nowelę Schulza, zilustrowaną arabeskowymi wycinankami Eggi do Zurichu Tomaszowi Manowi. Być może jest to układ wiązany za tekst o Egdzie, który ukazuje się na łamach Tygodnika Ilustrowanego po jej debiucie w warszawskim salonie Garlińskiego w czerwcu 1937 roku, a w którym pisze: Ubiera się z indywidualną elegancją, trochę o pokroju artystycznym, zawiązując ciasno suknie w wąskiej talii w szeroki pas skórzany. W jej efektownym stroju, na strzelistych nogach, z subtelna główką, w której chwilami rozpływają się rysy, by zamknąć się w idealny wirujący owal Modiglianiego. Czy te strzeliste nogi męsko noszącej się artystki, są powodem zazdrości, rywalizacji i szybkiej wymiany listów pomiędzy pisarzami Gombrowiczem i Schulzem? Coś jest na rzeczy, choć w liście do przyjaciółki Romy Halpern czytamy: Co do Eggi Haardt – nie jestem zaangażowany i w ogóle niebezpieczeństwo zaangażowania nie jest u mnie zagrażające… Mimo to napisze Gombrowiczowi, żeby mi nie bruździł. Ładnie z jego strony, że tak lojalnie stawia sprawę. Po opublikowaniu eseju Schulza w Tygodniku Ilustrowanym dochodzi do drastycznego oziębienia stosunków z Eggą. Ta, ku jego rozpaczy naniosi własne poprawki do tekstu, w miejscach dotyczących uprawianej przez nią sztuki, oczywiście nie konsultując ich z autorem. Trzeba mieć dużo odwagi i siłę perswazji, aby przekonać redaktora pisma, o słuszności wprowadzonych zmian z pominięciem zgody samego autora tekstu. Nic dziwnego, że Schulz czuje się rozżalony i radzi się przyjaciół w sprawie ukazania sprostowania w prasie, choć z drugiej strony obawia się skandalu, twierdząc, że Egga posiada zbyt silne atuty stawiające go w niekorzystnym świetle. W rezultacie sprostowanie nigdy się nie ukazuje.
Po debiucie Eggi w salonie Garlińskiego gdzie prezentuje 150 prac malarskich w tym gwasze, pastele i obrazy olejne, wystawia w tym samym roku w Monachium, Katowicach i w Krakowie. W 1938 ma wystawę w Paryżu w Galerii Zak, gdzie pokazanych zostaje 37 dzieł ze studiów nad ornamentem oraz pierwsze skrótoryty. W 1939 pracuje nad cyklem prac z perspektywy lotu ptaka. Niestety wraz z wybuchem wojny traci w pożarze w Warszawie niemal cały dorobek twórczy i wraz z mężem podejmują decyzję o emigracji. Brodniccy wraz z matka Anielą Kierską, uciekają z Polski i udają się na południe Europy. W 1940 zatrzymują się w Rzymie, gdzie Egga tworzy i wystawia w Hotelu Excelsior 30 obrazów olejnych. Prawdopodobnie w zorganizowaniu wystawy i zaistnieniu w stolicy Włoch wykorzystane zostają koneksje rodzinne Anieli Kierskiej, której kuzyn Karol Mieczysław Radoński, jest biskupem rzymsko katolickim. W ślad za nim podążają w dalszą drogę do Ziemi Świętej i dzięki pomocy wuja biskupa zatrzymują się w centrum Jerozolimy pod adresem Casa Nova w katolickim domu zajezdnym. Egga nie ustaje w tworzeniu. W kwietniu 1941 roku dochodzi do wystawy w College de Freres, którą otwiera między innymi nie kto inny, jak biskup Radoński – wuj Jerzego. Gazeta Polska donosi w niedzielę 28 grudnia 1941 roku: Dnia 26 b. m. o godz. 11.30 otworzył w imieniu Ogniska w Sali College des Freres wystawę sztuki E. van Haardt dr Tarnowski witając tłumnie zgromadzonych dostojnych gości. Sala robiąca muzealne wrażenie udekorowana była flagami polską, angielską i holenderską oraz nadesłanymi kwiatami. Uroczystość zaszczycili przemówieniami J.E. ks. Biskup Radoński w imieniu protektorów wystawy, Patryjarcha łaciński ks. Maat, reprezentant konwentu Franciszkanów, O. Borkowski. Ks. Maat przemawiał w imieniu konsulatu i kolonii holenderskiej, po czym wręczył artystce emblemat w dowód uznania Jej kulturalnego i propagandowego czynu. Przemówienia podkreślały następujące zagadnienia: 1. Że świętem jest dla kolonii polskiej czyn artystki, która skupiając na wystawie niemal 200 obrazów wykonanych na emigracji, dała tym wyraz nie tylko pełnego talentu, ale udokumentowała przede wszystkim niespożytość ducha polskiego hartem i zaparciem się siebie. 2. Dla palestyńskiej publiczności nadarza się wyjątkowa okazja z wybitnym polskim talentem o takiej rozpiętości, różnorodności i ilości materiału. 3. Że wartość czynnika propagandowego tej wystawy ma olbrzymie znaczenie dla całej Polski. Wśród tłumnie zebranych można wymienić ambasadorów i konsulów placówek amerykańskich, greckich, jugosłowiańskich, czeskich i wielu innych. W ciągu trzech dni odwiedza ją około 1000 zwiedzających, Egga daje liczne wywiady w prasie i w radio, a częściowy dochód z wystawy przeznacza na rzecz polskiego uchodźctwa z Rosji na ręce Biskupa Radońskiego. Wystawa cieszy się dużym powodzeniem i odbija szerokim echem w prasie polsko i angielskojęzycznej. Dr Maizels, świetny znawca sztuki podkreśla w Palestyne Post: Wystawa ze swymi około 200 eksponatami jest zapewne największym pokazem artystycznym w Jerozolimie, jednego malarza, w każdym razie kobiety. Jakościowe wartości wystawy przewyższają ilościowe. Angielska prasa ogłasza ją polsko-holenderską artystką i doszukuje się w jej twórczości związków z malarstwem niderlandzkim i Van Goghiem. Dr Grunt poświęca jej monografię, której fragment publikuje Gazeta Polska w lutym 1942 roku.
Egga uczestniczy w wielu zbiorowych wystawach. W marcu 1943 roku Misze Narkiss, dyrektor Hebrajskiego Muzeum Narodowego w Bezalel, otwiera wystawę Eggi i zakupuje do muzeum liczne jej prace. Jest ogromnym zwolennikiem twórczości polskiej artystki i urządza jej dwie kolejne wystawy. O fenomenie malarstwa Eggi donosi prasa polska, angielska, żydowska i włoska. Robi oszałamiająca karierę. Wystawia w Muzeum Państwowym w Erytrerii, gdzie eksponuje około 80 prac terakotowych. Nieustannie w twórczej gorączce, nie traci czasu na jałowe spotkania, zdaje sobie sprawę z braku czasu jakim dysponuje. Choruje na gruźlicę. Świadoma jest pogarszającego się od miesięcy stanu własnego zdrowia. Umiera 25 marca 1944 roku w wieku zaledwie 32 lat. Podobno umiera na krwotok w dniu, kiedy toczą się walki między Anglikami i terrorystami żydowskimi, a wezwany lekarz nie może dojechać na czas.
Po śmierci Eggi zrozpaczony wdowiec Jerzy Brodnicki bliski samobójstwa na przemian pije i maluje. Wówczas matka Aniela postanawia dopomóc synowi. Dociera do korespondenta w Jerozolimie, któremu opowiada całą historię i namawia do napisania, że Egga van Haardt jest w prawdzie pochowana, ale nie umarła, wprawdzie umarła, ale nie jest pochowana. I tak w The American Weekly 10 III 1946 roku ukazuje się artykuł ujawniający, że Egga van Haardt to nie kto inny a sam Jerzy Brodnicki. Mosze Narkiss, dyrektor Muzeum Bazalel w dwa lata po opublikowaniu tego artykułu, w przedmowie na otwarcie wystawy van Haardt-Brodnickiego ma powiedzieć: Zmartwychwstania w Palestynie nie dziwią. Nic już nas nie potrafi zaskoczyć.
Egga spoczywa na cmentarzu katolickim w Jerozolimie, a na płycie nagrobnej widnieje do dziś napis Artystka Polska.