Debora Vogel – Dozia

autor: Anna Kaszuba-Dębska, 2012

Urodzona według oficjalnych almanachów w 1902 roku w Bursztynie, małym galicyjskim miasteczku. Jednak prawdziwa data urodzin, którą potwierdza zapis w księdze metrykalnej i świadectwo małżeństwa, to rok 1900, 4 lub 3 stycznia. Wydaje się, że Debora sama podaje datę 1902 roku ujmując sobie lat.

Pochodzi z rodziny inteligenckiej. Ojciec Anczel-Anzelm Vogel sprawuje funkcję dyrektora szkoły Fundacji barona Hirsha do czasu I wojny światowej. Matka Leja-Lea z Ehrenpreisów prowadzi szkołę rzemieślniczą dla dziewcząt w Bursztynie. Przodkowie Debory związani są głównie ze Lwowem. Jej pradziad Nysała-Nosn (Awraham Natan) Suss to znany wydawca, kabalista i autor traktatów. Wuj Jakób Ehrenpreis sprzedaje książki, wydaje, pisze i zajmuje się drukarstwem, wuj Jisrael Dawid kontynuuje dzieło ojca Nysały Sussa. Wuj Markus Ehrenpreis jest rabinem, i tak jak wuj Dawid Malz działaczem syjonistycznym. Atmosfera i poglądy polityczne zakorzenione w rodzinie kształtują obraz postrzegania świata dorastającej Dozi.

Państwo Vogelowie przeprowadzają się do rodzinnego Lwowa w latach dziesiątych, gdzie córka rozpoczyna edukację w VIII Gimnazjum Realnym przy Dwernickiego 17. Naukę przerywa wybuch I wojny światowej, podczas której rodzina przebywa w Wiedniu. Tu Dozia kończy gimnazjum i zdaje maturę 12 lipca 1918 roku. Po zakończeniu wojny Voglowie wracają i osiedlają się na stałe we Lwowie, gdzie ojciec otrzymuje posadę urzędnika Zboru Izraelickiego i dyrektora żydowskiego sierocińca. Zamieszkują w domu obok, na ulicy Zborowskiej 8. W pracy z dziećmi mężowi pomaga energiczna, doświadczona w pracy pedagogicznej żona i rozczytana w filozofii, literaturze i historii sztuki córka. W 1919 Debora rozpoczyna studia zgodne z jej zainteresowaniami na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Uczestniczy w zajęciach z zakresu filozofii, historii i polonistyki. Uczestniczy w seminariach profesorów Kleinera, Twardowskiego, Ptaśnika, Wartenberga. Działa w organizacjach społecznych i młodzieżowych o charakterze pionierskim jak Ha-szomer Ha-cair. Podczas studiów należy do Towarzystwa Żydowskich Studentów Filozofii Uniwersytetu Jana Kazimierza, gdzie działa wraz ze swoja przyjaciółką Rachelą Auerbach (Roxl Ojerbax). Pozostając pod wpływem jidyszowego środowiska, w które wprowadza ją Rachela, postanawia tworzyć nie tylko w języku polskim, ale przede wszystkim w jidysz, choć jest to język przez nią wyuczony. W domu rodzinnym mówi się po polsku.

Debiutuje pisząc jeszcze w języku polskim. Już jako dziewiętnastolatka publikuje swoje pierwsze opowiadanie pt. Mesjasz w piśmie Nowa Młodzież. Od 1924 kontynuuje studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, gdzie pracuje nad doktoratem, który ostatecznie broni w 1926 roku. Temat pracy doktorskiej to Znaczenie poznawcze sztuki u Hegla i jego modyfikacji u Józefa Kremera. Po obronie doktoratu z wynikiem dostatecznym i zdanym egzaminie z języka polskiego z ocena celującą, wyrusza w podróż po Europie. Zafascynowana podróżą, odwiedza miasta Paryż, Berlin i Sztokholm, gdzie zatrzymuje się u wuja – naczelnego rabina Szwecji - Markusa Ehrenpreisa.

Z dobrego domu, młoda, zdolna, inteligentna i ciekawa świata. Taką Deborę opisuje Mejlech Rawicz: …bawiła towarzystwo swą ogromną wiedzą w materii wszelkich teorii sztuk. Sama była doktorem filozofii. Zgrabna, średniego wzrostu. Twarz nieco nazbyt wiejsko zaczerwieniona, włosy brązowe, brązowe oczy, nieco wytrzeszczone, głos bardzo melodyjny, delikatny, przyjazny. Za każdym słowem, które wypowiada stoją co najmniej trzy przeczytane książki. Zna kilka języków, a każdy jak język ojczysty, jedynie w mamelszon mówi tak, jak się mówi w języku, którego bardzo dobrze się wyuczyło, którego poznało się każdy niuans i jest się gotowym z miłością uczyć wiece i więcej.

Od 1928 roku publikuje recenzje z zakresu historii sztuki, zafascynowana nurtami awangardowymi w Europie i w Polsce. Jest znawczynią i wielbicielką kubizmu, konstruktywizmu, krytykiem towarzyszącym twórczości żydowskich malarzy, wzorujących się na Fernandzie Léger, związanych z lwowską grupą artystyczną Artes, założoną w 1929 roku i działająca do 1935. Jej założyciele to Jerzy Janisch, Aleksander Krzywobłocki, Mieczysław Wysocki. Do grupy należą min. Ludwik Lille, Otto Hahn, Henryk Streng, Aleksander Riemer. Artesowcy zafascynowani kubizmem i nadrealizmem przejmują pewne elementy tych kierunków. Vogel angażuje się w działalność Grupy, w dyskusje nad nowym realizmem w sztuce, interesuje się zagadnieniem fotomontażu. Pisze liczne recenzje min. poświęconą ilustratorowi jej twórczych dokonań - Henrykowi Strengowi. Publikuje teksty z zakresu psychologii i pedagogiki, równocześnie kontynuując pracę jako wykładowca literatury polskiej i psychologii w seminarium hebrajskim Jakuba Rotmana we Lwowie. Angażuje się w działalność takich organizacji jak Żydowski Uniwersytet Ludowy, Towarzystwo Żydowskich Studentów Filozofii Uniwersytetu Jana Kazimierza, Związku Artystów Polskich, gdzie wygłasza odczyty propagujące modernistyczny obraz sztuki i literatury jidysz, bierze udział w demonstracjach.

Pisze wiersze, opowiadania, tłumaczy teksty z jidysz na polski i odwrotnie. Współpracuje i publikuje w licznych czasopismach, m.in. Chwilą, Naszą Opinią, Sygnałach, Wiadomościach literackich. Współtworzy razem z Rachelą Auerbach w roku 1929 nowe pismo Cusztajer poświęcone zagadnieniom nowej sztuki i literatury, ukazujące się w jidisz. Posiada dowolność w dobieraniu tematów, reprodukcji obrazów czy grafik i w realizowaniu własnego programu estetycznego. Pisze min. artykuł Temat i forma w sztuce Chagalla, publikuje prace artystów z grupy Artes i grafiki Brunona Schulza, który znalazł się w gronie jej serdecznych przyjaciół, poprzez znajomość obojga ze Stanisławem Ignacym Witkiewiczem – Witkacym, autorem portretu Debory wykonanego podczas jej pobytu w Zakopanem. Rodzi się obopólna fascynacja i uczucie pomiędzy nauczycielem rysunku z Drohobycza i młodszą o osiem lat dr. Deborą Vogel, co ma kontynuacje w wymianie twórczych idei i myśli w bogatej korespondencji listownej. Z tej wymiany epistolarnej rodzi się pierwsza wersja Sklepów cynamonowych. Dochodzi do częstych odwiedzin Schulza w domu Voglów we Lwowie, spacery i dysputy poetycko-filozoficzne, planowanie małżeństwa, do którego nie dochodzi w związku z ostrym protestem rodziny. Bliska przyjaciółka Dozi, Rachela Auerbach wspomina: Jej matka nieco się w całą sprawę wmieszała i hipochondryczny, depresyjny Schulz oczywiście zgodził się z nią, że nie jest odpowiednim kandydatem na męża i ojca rodziny.

W związku z tym poślubia innego kandydata, kawalera z pozycją, inżyniera budownictwa, starszego o cztery lata Szulima Barenblutha. Do ceremonii zaślubin dochodzi 11 października 1931 roku. Związek z Schulzem oczywiście się rozluźnia, ale wydaje się, że nadal trwa korespondencja, w której namawia go do publikacji, sama jest już debiutująca w 1930 roku poetką. Wydaje tom poezji Figury dnia pisany w języku jidysz. W 1936 kontaktuje Schulza ze swoim znajomym, tłumaczem literatury polskiej na język niemiecki i jidysz, zamieszkującym w Wiedniu – Mendlem Neugroeschlem. Sama pracuje nad własnymi utworami i tekstami krytycznymi, współpracuje z czasopismami w Nowym Yorku, Los Angeles, Bukareszcie, Warszawie, Łodzi, Krakowie i Lwowie. W 1934 publikuje kolejny tom wierszy Manekiny, a w roku kolejnym tom prozy Akacje kwitną po polsku i w jidysz. Korespondencja z Schulzem i ich przyjaźń odradza się po kilku latach, kiedy to Debora spełnia się już w macierzyńskiej roli. Zostaje matką 3 maja 1936 roku, kiedy przychodzi na świat jej synek Aszer Józef Barenbluth, nazywany przez rodzinę Asiem. Późne macierzyństwo wyzwala u niej ożywienie i nowe pokłady energii i wytycza inny niż dotychczas rytm życia. Obserwacja dorastania synka i opieka nad nim sprawia jej radość, choć odbiera czas na tworzenie, ale nadal aktywnie działa. Bierze udział w odczytach i dyskusjach, a jej głos dostrzegany i ceniony jest zarówno przez zwolenników jak i oponentów. Jej wrodzona sprawiedliwość, troska o innych przejawia się w realnej pomocy kolegom malarzom, czy literatom popadającym w kłopoty materialne, spowodowane trudną antysemicką sytuacją, głównie w Austrii i Niemczech. Świadoma pozycji kobiety pisze w liście do przyjaciela A. Lajelsa: Tacy ludzie jak Pan są właśnie literaturze jidysz potrzebni… podziwiam Pańską nieustanna gotowość, pańską odpowiedzialność. Uczucie to bierze się częściowo stąd, że mam w sobie także ten talent, tylko nie może on tak dobrze znaleźć swojego wyrazu, z powodu… powodu: zaryzykowałabym taki sąd: z powodu nieszczęsnego szczęścia jakim jest bycie kobietą. „Metafizyczna” rola kobiety, płynie w strumieniu wycieńczających drobnostek. Także praca zawodowa, opłacana w niewielkim stopniu, sumą, która byłaby możliwa do pomyślenia przy dwóch artykułach w miesiącu – absorbuje mnie, a przecież męska konkurencja u nas nie dopuszcza, by kobieta zdobyła pozycję. Przyjęło się na przykład w kilku gazetach, że mężczyźni, nawet ci, którzy nie mają nic do powiedzenia i grafomani, otrzymują honoraria, przeciwnie kobiety - te honoruje się jedynie szacunkiem….

Nawiązuje kontakt ze środowiskiem Grupy Krakowskiej, co owocuje kolejnymi publikacjami o sztuce abstrakcyjnej w pismach polskojęzycznych takich jak Gazeta ArtystówTygodnik Artystów. Stanisław Ostowicz pisze w liście do Saszy Blondera: …Otóż tą Vogel, mocno zainteresowaną Grupą, myślę związać z nami.

Jest członkinią od 1935 roku nowojorskiej awangardowej grupy literatów jidysz, z którą współpracuje aż do wybuchu II wojny światowej. Aktywna, podróżującą, poszukującą kontaktów i zrozumienia swojej twórczości nawet w najdalszych zakątkach świata. Ciekawa nowych przestrzeni a jednocześnie samotna. Jest pisarką świadomie samo skazaną na istnienie gdzieś na marginesie głównego nurtu kultury, i przez tworzenie w języku jidysz, i przez modernistyczny charakter twórczości. Być może ta właśnie peryferyjność pozwala jej dojść do prawdy, do źródła, do autentyczności. W liście z roku 1938, do Brunona Schulza, w okresie ich ponownego intelektualnego zbliżenia pisze: dobrze być samemu, całkiem dobrze jest być więcej niż samemu – już samotnym, opuszczonym, beznadziejnie wydanym na pastwę opuszczenia i bezdomności. Wtedy „widzi” się dobrze.

Schulz bywa w domu państwa Barenbluthów na Leśnej we Lwowie odwiedzając Dozię i jej męża inżyniera. Spędza niedziele na rozmowach z dawną narzeczoną. W tym samym czasie bywają w Zakopanem, przemierzają górskie ścieżki, choć Bruno jest ze swoją ukochaną Juną. We wspomnieniu Józefiny Szelińskiej czytamy, że obie ratowały go z opresji przed pająkiem, bo jak się okazało cierpiał na agorafobię. Los postawił im na drodze inne ukochane osoby, Debora miała teraz jedynego synka Asia, a Bruno swoją wybrankę Junę. Nie przeszkadza to jednak pielęgnować dawnego uczucia sprzed lat. Dozia pisze: Dzień wczorajszy, na który tak się cieszyłam, chcąc odrodzić nim i zapoczątkować nową serię dawnych niedziel, zostawił we mnie lekki osad niedosytu… A może my uciekamy przed sobą podświadomie i stąd to otaczanie się obcymi od pewnego czasu, ilekroć się spotykamy…przecież rozmowy nasze dawne i kontakt nasz był jedną z tych nielicznych cudownych rzeczy, jakie zdarzają się raz jeden w życiu, a może nawet raz na kilka czy kilkanaście beznadziejnych, bezkolorowych żyć.

Po 1 września 1939 angażuje się w pomoc artystom, literatom i aktorom żydowskiego pochodzenia, przybywającym z zachodniej granicy. Troszczy się o nich, znajduje miejsca do spania, wyżywienie. Aleksander Wat wspomina: Na szczęście nie rozebrano mnie, bo bym oczywiście umarł. Uciekałem z Warszawy w letnim płaszczu, ale we Lwowie literatka żydowska, Debora Vogel, bardzo inteligentna kobieta, wyrafinowany krytyk… dała mi futro swojego męża, już starawe, ale wewnątrz miało watolinę. Przeszedłem w nim całą Rosję i ratowało mnie… To było stare futro męża Debory Vogel, literatki lwowskiej.

W kolejnych miesiącach sowieckich rządów, uczy w szkole literatury, ale nie publikuje przygnębiona nową rzeczywistością. Ta nie przeszkadza wybić się innym kolegom po fachu jak choćby przyjaciółce Racheli Korn. Vogel świadomie rezygnuje z przywileju jakim cieszą się pisarze żydowscy w ZSRR. W czerwcu 1941 roku Lwów zajmują wojska niemieckie, w lipcu dochodzi do ukraińskiego pogromu nazwanego Dniami Petlury, pod koniec roku Barenbluthowie przeprowadzają się do getta.

Zostaje zamordowana wraz z piętnastoma tysiącami osób we lwowskim getcie w sierpniu 1942 roku, podczas akcji likwidacyjnej Żydów, wraz z matką, mężem i sześcioletnim synkiem Asiem. Ciała odnajduje przyjaciel, malarz Henryk Streng – Marek Włodarski, który pracuje przy porządkowaniu ciał, zamordowanych podczas akcji sierpniowej.